12 lutego 2026 r. Parlament Europejski przyjął rezolucję w sprawie sytuacji w północno-wschodniej Syrii, przemocy wobec ludności cywilnej oraz konieczności utrzymania trwałego zawieszenia broni. Tekst został zatwierdzony 363 głosami za, przy 71 głosach przeciw i 81 wstrzymujących się.
W północno-wschodniej Syrii od kilku lat dochodzi do starć między różnymi siłami zbrojnymi, grupami dżihadystycznymi i podmiotami regionalnymi. Ludność cywilna doświadcza przemocy, przymusowych przesiedleń i naruszeń praw człowieka. Zawarto kruche zawieszenie broni, które jest jednak regularnie zagrożone. Parlament Europejski uważnie śledzi tę sytuację i wzywa do pokojowego i trwałego rozwiązania.
W tej rezolucji Parlament Europejski:
Przyjęty tekst nosi referencję TA-10-2026-0053 i wpisuje się w ramy procedury rezolucji w trybie pilnym (2026/2602(RSP)).
Głosowanie odbyło się 12 lutego 2026 r. w drodze elektronicznego głosowania imiennego. Wyniki są następujące:
Rezolucja została zatem przyjęta znaczną większością głosów.
Ta rezolucja nie ma mocy prawnej, ale wyraża oficjalne stanowisko Parlamentu Europejskiego. Może wpływać na działania Unii Europejskiej, w szczególności w zakresie pomocy humanitarnej, dyplomacji i sankcji. Dla obywateli europejskich oznacza to, że ich wybrani przedstawiciele wzywają do pokojowego rozwiązania i ochrony ludności cywilnej w regionie rozdartym wojną. Parlament będzie nadal śledzić sytuację i może w przyszłości przyjąć kolejne teksty.
Parlament Europejski przyjął rezolucję, która stanowczo potępia wszelką przemoc wobec ludności cywilnej w północno-wschodniej Syrii i wyraźnie piętnuje turecką interwencję wojskową. Ale poza słowami pozostaje pytanie, czy to stanowisko rzeczywiście zmienia bodźce na miejscu, czy pozostaje ćwiczeniem z ubolewania bez wpływu na fakty.
Rezolucja z 12 lutego 2026 r. nie owija w bawełnę: potępia pozasądowe egzekucje, wymuszone zaginięcia, arbitralne zatrzymania i zniszczenia infrastruktury cywilnej oraz wprost piętnuje turecką interwencję wojskową w północno-wschodniej Syrii. Żąda stałych korytarzy humanitarnych i pełnego dostępu dla śledczych ONZ. Na płaszczyźnie moralnej tekst jest jednoznaczny. W praktyce nie dysponuje żadnym mechanizmem przymusu: rezolucja jest deklaracją polityczną, nie aktem legislacyjnym. Wyraża stanowisko, nie zmienia układu sił.
Dramat oblężonego Kobane, z ponad 250 000 osób w niebezpieczeństwie i setkami tysięcy przesiedleńców, wymaga konkretnej odpowiedzi. Tymczasem żądania Parlamentu kierowane są do podmiotów, które nie są związane jego głosowaniami. Turcja, bezpośredni cel potępienia, nie ma żadnego powodu, by ugiąć się przed niewiążącą rezolucją. Władze syryjskie ze swej strony zobaczą swoje zobowiązania uzależnione od warunków tylko wtedy, gdy Unia Europejska i jej państwa członkowskie przełożą słowa na czyny: zawieszenie pomocy, odmowę współpracy, ukierunkowane sankcje. Tekst to przewiduje, ale bez harmonogramu i precyzyjnych kryteriów.
Rezolucja z zadowoleniem przyjmuje porozumienie między SDF a syryjskim rządem przejściowym i wzywa do wsparcia mechanizmów monitorowania zawieszenia broni. To punkt pozytywny: uznanie lokalnych podmiotów, które utrzymują zawieszenie broni, jest użyteczniejsze niż dekretowanie pokoju z Brukseli. Ale i tutaj Parlament jedynie zachęca, nie gwarantując, że środki pójdą w ślad. Podejście oparte na subsydiarności polegałoby na bezpośrednim wzmocnieniu lokalnych zdolności mediacyjnych i monitorujących, zamiast mnożenia apeli do Komisji i ESDZ.
Tekst porusza mniej komentowany, ale równie kluczowy wątek: bezpieczeństwo bojowników Daesh przetrzymywanych w północno-wschodniej Syrii. Ubolewa, że społeczność międzynarodowa delegowała to bezpieczeństwo władzom kierowanym przez Kurdów bez wystarczających gwarancji, i wyraża zaniepokojenie ucieczkami. Wzywa koalicję międzynarodową, w tym Stany Zjednoczone, do niezwłocznego podjęcia niezbędnych środków oraz domaga się od Unii wsparcia tych wysiłków. Przede wszystkim nawołuje państwa członkowskie do repatriacji swoich obywateli, zwłaszcza dzieci, i do sądzenia dorosłych w ramach rzetelnych procesów.
To stanowisko odważne i logiczne: obecność europejskich obywateli w tych obozach nakłada bezpośrednią odpowiedzialność na państwa członkowskie. Ale Parlament nie może poprzestać na nawoływaniu. Państwa członkowskie, które odmawiają repatriacji, ponoszą ciężką odpowiedzialność. Tekst mówi to między wierszami, ale bez sankcji. Spójne podejście liberalno-konserwatywne polegałoby na uzależnieniu niektórych finansowań lub współprac od wypełnienia tego obowiązku repatriacji albo na ustanowieniu europejskiego mechanizmu monitorowania zobowiązań. Parlament pozostaje w sferze zaklęć.
Tekst wspomina też o zapowiedzianym wycofaniu wojsk amerykańskich z Iraku i Syrii i wzywa Unię oraz jej państwa członkowskie do zdwojenia wysiłków przeciw odrodzeniu Daesh. To realistyczne ostrzeżenie: amerykańskie wycofanie pozostawi próżnię, którą Europejczycy będą musieli wypełnić. Ale i tutaj żadne zobowiązanie środków nie jest skwantyfikowane. Rezolucja domaga się niezależnej strategii Unii wobec Syrii, co jest zasadne, ale bez sprecyzowania, jak ta strategia będzie finansowana i kierowana.
Potępiać przemoc bez wskazywania odpowiedzialnych i bez uzależniania finansowania to uspokajanie sumienia, nie ochrona ludności cywilnej.
Parlament Europejski przyjął rezolucję, która stanowczo potępia wszelką przemoc wobec ludności cywilnej w północno-wschodniej Syrii i wyraźnie piętnuje turecką interwencję wojskową. Ale poza słowami pozostaje pytanie, czy to stanowisko rzeczywiście zmienia bodźce na miejscu, czy pozostaje ćwiczeniem z ubolewania bez wpływu na fakty.
Rezolucja z 12 lutego 2026 r. nie owija w bawełnę: potępia pozasądowe egzekucje, wymuszone zaginięcia, arbitralne zatrzymania i zniszczenia infrastruktury cywilnej oraz wprost piętnuje turecką interwencję wojskową w północno-wschodniej Syrii. Żąda stałych korytarzy humanitarnych i pełnego dostępu dla śledczych ONZ. Na płaszczyźnie moralnej tekst jest jednoznaczny. W praktyce nie dysponuje żadnym mechanizmem przymusu: rezolucja jest deklaracją polityczną, nie aktem legislacyjnym. Wyraża stanowisko, nie zmienia układu sił.
Dramat oblężonego Kobane, z ponad 250 000 osób w niebezpieczeństwie i setkami tysięcy przesiedleńców, wymaga konkretnej odpowiedzi. Tymczasem żądania Parlamentu kierowane są do podmiotów, które nie są związane jego głosowaniami. Turcja, bezpośredni cel potępienia, nie ma żadnego powodu, by ugiąć się przed niewiążącą rezolucją. Władze syryjskie ze swej strony zobaczą swoje zobowiązania uzależnione od warunków tylko wtedy, gdy Unia Europejska i jej państwa członkowskie przełożą słowa na czyny: zawieszenie pomocy, odmowę współpracy, ukierunkowane sankcje. Tekst to przewiduje, ale bez harmonogramu i precyzyjnych kryteriów.
Rezolucja z zadowoleniem przyjmuje porozumienie między SDF a syryjskim rządem przejściowym i wzywa do wsparcia mechanizmów monitorowania zawieszenia broni. To punkt pozytywny: uznanie lokalnych podmiotów, które utrzymują zawieszenie broni, jest użyteczniejsze niż dekretowanie pokoju z Brukseli. Ale i tutaj Parlament jedynie zachęca, nie gwarantując, że środki pójdą w ślad. Podejście oparte na subsydiarności polegałoby na bezpośrednim wzmocnieniu lokalnych zdolności mediacyjnych i monitorujących, zamiast mnożenia apeli do Komisji i ESDZ.
Tekst porusza mniej komentowany, ale równie kluczowy wątek: bezpieczeństwo bojowników Daesh przetrzymywanych w północno-wschodniej Syrii. Ubolewa, że społeczność międzynarodowa delegowała to bezpieczeństwo władzom kierowanym przez Kurdów bez wystarczających gwarancji, i wyraża zaniepokojenie ucieczkami. Wzywa koalicję międzynarodową, w tym Stany Zjednoczone, do niezwłocznego podjęcia niezbędnych środków oraz domaga się od Unii wsparcia tych wysiłków. Przede wszystkim nawołuje państwa członkowskie do repatriacji swoich obywateli, zwłaszcza dzieci, i do sądzenia dorosłych w ramach rzetelnych procesów.
To stanowisko odważne i logiczne: obecność europejskich obywateli w tych obozach nakłada bezpośrednią odpowiedzialność na państwa członkowskie. Ale Parlament nie może poprzestać na nawoływaniu. Państwa członkowskie, które odmawiają repatriacji, ponoszą ciężką odpowiedzialność. Tekst mówi to między wierszami, ale bez sankcji. Spójne podejście liberalno-konserwatywne polegałoby na uzależnieniu niektórych finansowań lub współprac od wypełnienia tego obowiązku repatriacji albo na ustanowieniu europejskiego mechanizmu monitorowania zobowiązań. Parlament pozostaje w sferze zaklęć.
Tekst wspomina też o zapowiedzianym wycofaniu wojsk amerykańskich z Iraku i Syrii i wzywa Unię oraz jej państwa członkowskie do zdwojenia wysiłków przeciw odrodzeniu Daesh. To realistyczne ostrzeżenie: amerykańskie wycofanie pozostawi próżnię, którą Europejczycy będą musieli wypełnić. Ale i tutaj żadne zobowiązanie środków nie jest skwantyfikowane. Rezolucja domaga się niezależnej strategii Unii wobec Syrii, co jest zasadne, ale bez sprecyzowania, jak ta strategia będzie finansowana i kierowana.
Potępiać przemoc bez wskazywania odpowiedzialnych i bez uzależniania finansowania to uspokajanie sumienia, nie ochrona ludności cywilnej.